Skip to main content
Press Release

Teraz czas na polskiego inżyniera - Wywiad z Jeff'em Immelt'em dla Rzeczpopolita

July 04, 2016

Teraz czas na polskiego inżyniera

Chcemy tu projektować i produkować silniki samolotowe. Wybraliśmy Włochy, Polskę i Czechy - mówi prezes GE.

Warsawa, 20 czerwca 2016

Podróżuje pan właśnie po Europie przechodzącej kolejne kryzysy. Trwa kryzys migracyjny, Wielka Brytania może wyjść z UE. Jak ta wielka niepewność wpływa na biznes?

JEFFREY IMMELT: Jako biznesmen w potencjalnym Brexicie nie widzę ani jednego pozytywu. Ale tych wyzwań jest więcej. Jestem republikaninem, ale oburzają mnie dyskryminujące komentarze Donalda Trumpa, są nie do zaakceptowania. Więc jedyne, co mogę zrobić, to chronić GE poprzez dywersyfikację produkcji i jej lokalizację, bo pozwala to przetrwać zmiany polityczne. Marzy mi się perfekcyjna Unia Europejska, w której mieszkają wyłącznie szczęśliwi ludzie, i wiem, że to nie jest realistyczne. Tyle że GE zawsze stał mocno na -ziemi. Nigdy nie myślałem o Europie jako monolitycznym tworze. Każdy kraj - Niemcy, Polskę, Francję - widzimy osobno. Pewnie, że dla biznesu bardzo wygodnie jest mieć jedną walutę i jednolite prawo pracy, ale nie jesteśmy naiwni, jeśli chodzi o funkcjonowanie tego świata. Dlatego zawsze, kiedy nie sprawdza się plan A,mamy jeszcze plan B, C i kolejne. To, czego dzisiaj nam potrzeba, to stworzenie dobrego klimatu do inwestycji. Bez tego świat nie ruszy do przodu. Z resztą sobie poradzimy.

Czy pana zdaniem po zmianie władzy wzrosło w Polsce ryzyko inwestycyjne?

To ludzie wybierają swoje rządy. Naszym zadaniem jest się do tego dostosować. Od czasu, kiedy jestem szefem GE, przeżyliśmy na całym świecie wiele rządów najróżniejszych opcji. I nie widzę dzisiaj w klimacie politycznym Polski czegokolwiek, co mogłoby zaniepokoić. Pewnie, że chciałbym uporządkowanego rozwiązania problemu kredytów frankowych i rozumiem argumenty obu stron. Nie chcę się wypowiadać jako przedstawiciel sektora finansowego [GE sprzedaje Aliorowi biznes bankowy BPH, pozostawiając sobie kredyty hipoteczne - red.], ale oczekuję, że ten problem zostanie rozwiązany z uczciwy sposób.

Przyzna pan rację ekonomistom mówiącym, że Brexit może wywołać recesję?

Jestem przygotowany na najgorsze, ale nie sądzę, żebym ten plan musiał się zrealizować. Największym wyzwaniem jest dla mnie przetrwanie czasów spowolnienia gospodarczego, słabego wzrostu, rozchwianych rynków i rosnącego populizmu. Czyli tego, co powoduje, że normalni ludzie są sfrustrowani. Bo przyczyną [tej frustracji - red.] nie jest to, że sytuacja jest akurat zła, ale że nie widać szans na jej poprawę. Nie widzę natomiast możliwości powtórzenia sytuacji z 2008 r. Jedyne podobieństwo, to że po raz kolejny i biznes, i konsumenci muszą zmierzyć się z niepewnością, a nie czekać na lepsze czasy. Na horyzoncie nie widzę żadnej tragedii, ale wiem też, że nie da się już naprawić sytuacji polityką pieniężną. Ten środek się wyczerpał. W tej sytuacji potrzebna jest silna polityka fiskalna, sprawne, stabilne rządy.

A nie jest tak, że globalne firmy, które przychodzą, przenoszą produkcję, też dokładają się do problemów?

Nie ma takiej opcji, byśmy tej krytyki mogli uniknąć. Ale spójrzmy na przykład Polski: cały czas tworzymy nowe miejsca pracy, nasza obecność jest częścią miejscowej gospodarki. Nie jesteśmy firmą „bez twarzy" i chociaż GE jest jedną z największych firm globalnych, to też liczy się jako lokalna. Jeśli więc ktoś tutaj krytykuje GE, to niech nie ma pretensji do mnie, ale do Beaty Stelmach, która jest naszym człowiekiem w tym kraju. Oczywiście to nie sprawia, że jesteśmy nieprzemakalni, ale pomaga. Zawsze chcę wiedzieć, skąd przychodzi krytyka i przygotować się na obronę.

Niepewność, o której pan mówi, ma źródło także w automatyzacji i cyfryzacji. Ludzie boją się, że przez nią stracą pracę. Co im pan powie?

Chcę zmienić GE w firmę cyfrową. W cyfryzację inwestujemy potężne pieniądze, bo to mechanizm wspierający zwiększenie efektywności. I to normalne, że pracownicy obawiają się nowych technologii, ale GE wykorzystuje je jako środek wzrostu. Nasze zatrudnienie jest długoterminowe, to nie są sezonowe miejsca pracy. Pewnie, że jak gdzieś na rynku pojawia się Uber, to taksówkarze boją się o miejsca pracy. Ale to nie nasz przypadek. Taka firma jak GE nie może się cofać, musi się rozwijać, jakiekolwiek byłyby narzędzia rozwoju. Społeczna odpowiedzialność biznesu w XXI wieku to tworzenie miejsc pracy.

GE zatrudnia w Polsce ponad 12 tyś. osób. Jakie ma pan plany dla naszego rynku?

 Pełnego wykorzystania wybitnych, wykształconych i efektywnych inżynierów, z którymi mogę wszystko wyprodukować, bo są konkurencyjni w porównaniu z kolegami z każdego miejsca na świecie. Z pewnością ich umiejętności są i będą potrzebne w diagnostyce, w produkcji turbin. Nie widzę powodu, dla którego Polska nie miałaby być liderem w branży inżynieryjnej, rozwiązaniach czystej energii produkowanej w zgodzie z zasadami ochrony środowiska.

Polski rząd chce stawiać na innowacje. Sądzi pan, że jest miejsce na taką wizję?

Polska nigdy nie będzie gigantem innowacyjności, bo nie wygra z Doliną Krzemową. Nie będzie imperium lotniczym, bo ono jest w Seattle. Ale w przemyśle, który korzysta z innowacji? Jak najbardziej. Pomysłem na budowanie potęgi kraju jest wybór dziedzin, w których jest szansa. Wasz kraj stał się już potężną konkurencją dla Chińczyków i nie chodzi m tanią siłę roboczą, ale o wydajność, chęć do nauki, doskonałe wykształcenie, system finansowania produkcji. Kiedy podejmujemy decyzje dotyczące przyszłości GE, Polska, Czechy, Węgry zawsze są w pierwszej dwudziestce 160 krajów, w jakich jesteśmy obecni. Systemy polityczne są stabilne, rządy skuteczne, koszty rozsądne, dostępna wykształcona siła robocza, a pracownicy lojalni. Doskonałe miejsce z logistycznego punktu widzenia - dzisiaj wyprodukują i w ciągu 24 godzin znajdzie się wszędzie na świecie.

W takim razie jakich inwestycji możemy oczekiwać?

Chcemy tu projektować i produkować zaawansowane technologicznie silniki samolotowe. Wybraliśmy trzy kraje: Włochy, Polskę i Czechy. Dotychczas było tak, że kiedy szukaliśmy miejsca na taki produkt, zawsze wygrywały Niemcy. Ale w tych trzech krajach mamy wszystko: sprawny system kredytów eksportowych, wsparcie dla rozwoju technologii, doświadczenia w dziale R&D i 2 tyś. najlepszych na świecie polskich inżynierów.

Polski rząd obiecał ulgi podatkowe na badania i rozwój. Czy to się liczy przy takich inwestycjach?

Wszystko się liczy. Ale z drugiej strony te silniki będą na rynku 30, a może 40 lat, a jaki rząd przetrwa 30 lat? Polityki inwestycyjnej nie ma co dopasowywać do tego, co akurat zdecydował któryś rząd. Dla mnie bardziej niż polityka interesujące są programy wyższych uczelni.

GE ma pomysł, jak wykorzystać polski węgiel do produkcji energii?

Dzięki przejęciu Alstomu jesteśmy potęgą w produkcji energii z węgla. Wyzwaniem jest teraz wypracowanie takiej technologii, która byłaby efektywna i możliwie najbardziej czysta. Bo każda technologia związana z węglem może być bardziej efektywna niż obecnie, co do tego nie ma wątpliwości. Ale to władze muszą zdecydować, na jaką opcję stawiają. Załóżmy, że dzisiaj efektywność tych rozwiązań w Polsce wynosi 30 proc., my jesteśmy w stanie podnieść ją do 45 proc. To oznacza zmniejszenie emisji CO2 o miliony ton. Pozostaje pytanie, czy taka oferta wpisuje się w polski miks energetyczny. I o tym zdecyduje rząd i Bruksela, pewnie ktoś jeszcze. Na to wpływu nie mamy, ale nasza oferta jest na stole. ©

-rozmawiała Danuta Walewska, Rzeczpospolita


business unit
tags